Są takie dni, kiedy człowiek podchodzi do okna, odsłania roletę i widzi, że miniony rok zostawił na niej pamiątki: kurz z lata, pył z remontu, plamy po deszczu, pajęczyny i te zaschnięte ślady po robalach, które od lata wyglądają jak mini freski. Nagle wszystko, co przez miesiące było „niewidzialne”, nagle jakby kąsało w oczy. Pojawia się ta myśl: „Hmm… trzeba by to umyć.”
I nagle — prędzej czy później — każdy z nas staje się jedną z pięciu osób. Poniżej znajdziesz ich portrety. I ostrzegam — jest spore ryzyko, że przynajmniej raz pomyślisz: „O nie… to ja.”